Archiwum dla ‘jaki to tytul’ kategoria

Jak działa komputer?

02-10-2010

Jak już zostało to zdefiniowane, komputer służy do przetwarzania informacji według określonego algorytmu. Informacje wejściowe i program są wprowadzane do jednostki dokonującej obliczenia, a wyniki są z niej wyprowadzane.

Algorytm jest przepisem określającym sposób postępowania z danymi. To algorytm ustala, jakie operacje i w jakiej kolejności należy wykonać aby otrzymać zamierzony rezultat. Język rozumiany przez komputer jest inny niż ten, którym posługują się ludzie. Składa się on z ograniczonej liczby rozkazów, które zdefiniował jego twórca. Konkretnemu rozkazowi odpowiada ściśle określona reakcja procesora (patrz pyt. 3.4). Przykładowe rozkazy przez niego rozumiane to: „dodaj”, „porównaj”, „podziel”, „prześlij”, „skocz do”, „zatrzymaj”. Zbiór wszystkich rozumianych przez komputer rozkazów to lista rozkazów języka wewnętrznego.

Jak działa komputer? cz.II

02-10-2010

Algorytm zapisany w tym języku to program. W komputerach obecnie stosowanych program jest umieszczany w pamięci operacyjnej komputera. W pierwszych komputerach algorytm był zmieniany poprzez zmianę fizycznej sieci połączeń.

Sposób pobierania danych i wysyłania wyników zależy od konkretnego zastosowania komputera. Informacje podlegające przetwarzaniu mogą być wprowadzane do komputera z klawiatury, różnych urządzeń wejścia/wyjścia lub z pamięci. Wyniki obliczeń mogą być prezentowane na monitorze, drukarce lub bezpośrednio mogą sterować jakimś urządzeniem zewnętrznym.

W praktyce, komputer nie wszystkie wyniki obliczeń wysyła na określone urządzenie; niektóre wyniki (np. pośrednie) są kierowane do pamięci i używane ponownie jako dane wejściowe. Takie podejście przyśpiesza wykonywanie obliczeń – brak konieczności odczytywania wyników pośrednich i wprowadzania ich ponownie jako danych wejściowych.

Życie jest zbyt krótkie

02-10-2010

Jego słowa nie rozwiały, co prawda, wątpliwości Sartadźa, ale pewność siebie Parulkara stanowiła pociechę. W końcu szef był człowiekiem o bezbłędnym instynkcie, mającym na swoim koncie niezrównany wykaz aresztowań i zakończonych sukcesem śledztw. Sartadź zdjął wieczko – na którym widniało wytłoczone zupełnie nieznane mu logo – i ujrzał bibułkę, bardzo miękki papier, a w niej najbardziej lśniące i eleganckie buty, jakie w życiu widział. Były proste, ale szykowne, a biegnące wokół podeszwy szwy świadczyły o staranności wykonania i jakości. Miały idealny kolor, brązowy z odcieniem czerwieni, nie krzykliwy, ale wiele mówiący. Po prostu doskonałe buty. No, przymierz. Poprosiłem znajomego, żeby przywiózł je z Mediolanu, podałem mu rozmiar i wszystko, co potrzeba. Zobaczmy, czy pasują. Sartadź usiadł na łóżku, pociągnął za sznurówki. Kiedy tylko wsunął nowy but na prawą stopę, od razu wiedział, że pasują. Dobre, sir. – Założył drugi but i wstał. – Pasują idealnie, sir. – Przeszedł z jednego końca pokoju do drugiego, kręcąc głową z zachwytem. Nie tylko pasowały, leżały jak ulał, nie dociskając jednak zanadto stopy, ale miały też doskonałą wagę i konstrukcję. Sartadź spacerował po pokoju. To był włoski but, godny swojego zagranicznego rachunku.